Zakopałer dzień 1 i 2 :-)

2010-09-08 23:27:38

Dnia 6 września o 20 wybraliśmy się do Zakopanego na kilka dni męczących wypraw, pięknych widoków i góralskiego klimatu. Dojechaliśmy do Warszawy Centralnej po 22, a w związku z tym że mieliśmy 3 godziny "wolnego", postanowiliśmy spędzić je w McDonaldzie przy kawie i kanapkach. Po 1 w nocy (już 7 września) udaliśmy się na peron. Do pociągu jeszcze trochę czasu mieliśmy więc obmyśliliśmy plan wsiadania do pociągu i zajmowania miejsca przed innymi ;-) Cały ten misterny plan poszedł w pizdu :-P bo nie dość że inni wsiedli przed nami, to w dodatku nie było wolnych przedziałów. W tym momencie impreza się zaczęła... Staliśmy całą drogę w korytarzu przed kiblem (dobrze że nie wydobywały się z niego żadne "zapachy"). W Częstochowie przenieśliśmy się 2 wagony dalej ale tam też zajęliśmy ten sam "przedział" :-) Może miejsce niezbyt ciekawe, snu nie było ale za to była kupa śmiechu, zajebiste pomysły, tańce, śpiewy i odreagowywanie :-) Koło 8 dojechaliśmy do Krakowa, a tam okazało się że musimy zrobić przesiadkę na PKS, gdyż gdzieś na trasie do zakopanego zawalił się mostek i nie było dojazdu kolejowego. I w sumie dobrze się stało, bo dojechaliśmy do Zakopca szybciej niż to było w planie. Busem dojechaliśmy do naszej chaciny. Załatwiliśmy sprawy formalne i ja się przespałem... 10 minut. Potem wybraliśmy się na spacer. Mieliśmy zwiedzić dolinę ale podeszliśmy pod skocznie narciarskie. Po małej konsultacji, zdecydowaliśmy się wjechać na samą górę Wielkiej Krokwi. Kosztowało to tylko 7 zł, a widoki były świetne. W dodatku skoczkowie trenowali więc mogliśmy popatrzeć na to z bliska. Zjechaliśmy na dół i ustaliliśmy że na dzisiaj to będzie tyle... bo byliśmy zmęczeni, niewyspani i robiło się już późno. Przeszliśmy jeszcze Krupówki, gdzie jak zwykle było sporo ludzi, sklepów i atrakcji. Wróciliśmy do pokoju i to właściwie tyle z ciekawszych wydarzeń pierwszego dnia. Poszliśmy spać po 22, mieliśmy wstać o 6 i w razie dobrej pogody wybrać się na... Rysy :-) Rano obudziłem się o 7:30 i "ruszyłem" pozostałą ekipę. A konkretnie to obudziłem, i położyłem się do nich :-) Pogadaliśmy, nie obyło się bez śmiechu i o 10 zwlekliśmy się z łóżka. Po śniadaniu wybraliśmy się na nasz pierwszy szczyt. Pojechaliśmy busem do Kuźnic, a stamtąd wchodziliśmy na Kasprowy Wierch. Dosyć ciężko mi się szło, wiadomo z jakiej racji. Już gdzieś tak na wysokości 1700 metrów (a może trochę wyżej) zaczął się pierwszy śnieg i brakowało sił. Rozdzieliliśmy się i dalej szedłem już sam (nastąpiła zmiana planów). Im było wyżej tym ciężej... zaczął wiać duży wiatr, szlak był już kompletnie pokryty śniegiem a widoczność w chmurach była niewielka. W niektórych miejscach warstwa śniegu miała pół metra. Szedłem więc po śladach ale miałem wrażenie że zboczyłem ze szlaku. Po prawej stronie miałem na oko 60 stopniową przepaść. Poszedłem jednak dalej i okazało się że jednak szedłem dobrą trasą :-) Doszedłem na sam szczyt ale było tak biało że nie było sensu robić zdjęć. Dołączyłem do reszty ekipy, plany powróciły na swój tor, wykupiliśmy bilet na kolej linową (26 zł - złodziejstwo !!) i wróciliśmy do Kuźnic. Chcieliśmy dojechać stamtąd pod naszą chatkę ale taksówkarz chciał z nas zedrzeć po 10 zł za osobę ;] (jaja se robisz człowieku ??). Wsiedliśmy więc w busa i dojechaliśmy na dworzec za 3 zł. Cała ta wyprawa była bardzo ciężka to jednak jestem zadowolony że doszedłem na górę. Niestety odpada nam główny cel pobytu w Zakopanem, czyli wejście na Rysy. Leży dużo śniegu, nie widać szlaków, a w tak kiepskich warunkach, dla nas - amatorów, wyprawa jest zbyt niebezpieczna. Druga sprawa że ponoć szlak na Rysy jest teraz zamknięty. No cóż, szkoda. Jestem jednak pewien że jeszcze tu przyjadę, będzie lepsza pogoda i zdobędę najwyższy szczyt w Polsce :-)

 

P.S. Okazało się że Kubuś Puchatek jest.... menelem. Jak przyjedziecie tu i pójdziecie na Krupówki to dowiecie się o co chodzi ;-)

skomentuj (0)


Strona główna