Zamulałem w hacjendzie aż w końcu zadzwonił Carl z dobrym pomysłem co by pojechać do galerii podlaskiej do kina samochodowego. Zgodziłem się po krótkim namyśle, bo co będę siedział w chacie ? :-P Umówiliśmy się w umówionym miejscu o umówionej godzinie, czyli pod MarcPolem. Wsiadam, patrzę, a tu Dianka skakanka ze swoimi świetnymi dołkami :-) a z przodu siedziała Paulina, pseudonim "foch" :-P Wyjątkowo miała dobry humor ale i tak jej go później zepsułem :-) Pojechaliśmy na "o dwóch takich co poszli w miasto". Na miejscu czekał już Kondziu ze swoją "gitarą". A że do filmu zostało sporo czasu to sobie pogadaliśmy, pośmialiśmy się i było dżi (jak to mówił mój kapral). Oglądaliśmy film, było śmiechowo, chociaż samym filmem nie byłem zainteresowany za bardzo. Potem spotkaliśmy Yurka, który żywi się jogurtami i keczupem :-) Pojechaliśmy na chawirę i tak się skończył dzień piąty. Czyli skończył się super. Zdecydowanie za mało mam takich atrakcji a za dużo siedzenia w domu. Mam nadzieję że to szybko zmienię...
skomentuj (0)