Trochę wspomnień z armii... ale najpierw...

2010-02-27 01:43:23

To już rok i 4 miesiące. Tyle czasu minęło odkąd wyszedłem z wojska. 06.02.2008 - 29.10.2008 - najbardziej wkur***ne 9 miesięcy mego życia. Jednak staram się wspominać tylko te dobre chwile, których też jednak trochę było ;-) i zwracam uwagę tylko na to, co pożytecznego mi dała służba ojczyźnie ( ;-] ). Od samego wyjścia z MON-u myślałem żeby upamiętnić na kartce to co tam przeżyłem ale założyłem bloga i postanowiłem że tu się pochwalę a także wywalę wszystkie brudy. Jednak do tej pory coś mi przeszkadzało w pisaniu o tym. Dzięki temu każdy z was będzie mógł to przeczytać :-) Jednak zanim rozpocznę konkretne notki, to napiszę dlaczego akurat dzisiaj zachciało mi się pisać.

Otóż przedwczoraj odezwał się do mnie kumpel z którym razem służyłem. wysłał mi link do filmiku. Na filmie pokazana moja jednostka, kilka znajomych twarzy. Ale nie to było najważniejsze. Tematem filmiku był wyjazd żołnierzy do Afganistanu na misję. Misję bojową, z której nie każdy ma możliwość wrócić. Wyjechało kilku moich kolegów i część mojej kadry, w tym prawdopodobnie także mój dowódca "Wawrzon", z którym nie żyłem za dobrze i miałem ciężko ale to przez mój uparty charakter :-) Jednak więcej na ten temat później. Czeka ich teraz 8 ciężkich miesięcy. Jako że jestem człowiekiem, który przeżywa wiele rzeczy (aż za wiele), to i tym razem odczułem w sobie wiadomość o ich wyjeździe. Zostawiają swoje rodziny, będą 8 miesięcy w stresie, z dala od domu, przyjaciół i wolności. Na taki wyjazd z pewnością potrzebna jest silna psychika. Z drugiej strony właśnie tam mogą ją sobie umocnić. Jednak nie każdy jest na tyle silny by przetrwać, z pewnością na każdym się to w jakiś sposób odbije. Będą narażać swoje zdrowie i życie za MARNE 10 tys. zł za miesiąc. Pewnie część z was pomyśli że mi odbiło pisząc "marne 10 tysięcy" ale żadne pieniądze nie są warte życia. Owszem, to dużo jak na polskie warunki ale nie za cenę tego wszystkiego o czym pisałem w ostatnich kilku zdaniach.

Zawsze wkurzało mnie w armii to że jest roboty od groma przy sprzęcie, warty 24-godzinne i wiele innych rzeczy. I myślałem o tym że gdybym miał zostać żołnierzem to takim który jeździ na misje, biega, strzela - ma ciągle podniesiony poziom adrenaliny. (Chyba naoglądałem się za dużo filmów ze Stallone'm). Tylko pytanie czy bym się nie zesrał 7 razy... W sumie mam nadzieję że na to pytanie nie uzyskam odpowiedzi, chociaż kto wie... Ostatnio coś Iran kombinuje z uranem, Ruskim się wszystko nie podoba...

To chyba tyle jeśli chodzi o tą notkę. Mam nadzieje że uda mi się tu kilka ciekawych historii opisać w najbliższym czasie. Ale przede wszystkim mam nadzieję że z Afganistanu wróci tylu ilu wyjechało. Trzymam za nich kciuki.

skomentuj (2)


Strona główna