W tym roku wyjątkowo czułem że są święta. Właściwie to za sprawą dobrego humoru, który mnie nie opuszczał na dłuższe godziny, jak to było do tej pory. Chociaż daleko było do idealnej atmosfery rodzinnej, w której czułbym się świetnie, oraz do świąt spędzonych w miejscu które sam wybiorę, to było git.
Zaczęło się od przyjazdu rodziców i spóźnionych 60 urodzin taty. Z bratem zorganizowaliśmy obiad, prezenty, tort, wystroiliśmy chatę w baloniki, wstążeczki i plakaty, które wskazywały z jakiej okazji jest ta impreza. Rodzice przyjechali z 4 i pół godzinnym opóźnieniem, gdyż zima jak zawsze zaskoczyła nasz kraj. Całą tą imprezą zaskoczyliśmy ojca, był uradowany że mu coś takiego zrobiliśmy. Oczywiście żeby mi spieprzyć humor i niedocenić mnie, ojciec powiedział "napracowałeś się" do brata :/ No to bardzo "miło mi się zrobiło" w tym momencie.
Przejdę może już do samych świąt i tego co z nimi związane, czyli np. prezentów. Jak zawsze z prezentami zwlekałem na ostatnią chwilę co przysporzyło mi tylko niepotrzebnego stresu (czy zdążę?). Wyjątkowo poszło z tym wszystkim dobze. Najpierw skupiłem się na tym żeby sobie wypisać na karteczce co komu, a potem zaplanowałem sobie co, gdzie i jak. Miałem odwiedzić 2 galerie ale ku mojej radości, załatwiłem wszystko w jednym miejscu :-D Jeszcze mi się tak nie zdarzyło.
Nadeszła wigilia. Po powrocie z siłowni szybko zapakowałem prezenty i podłożyłem pod choinkę :-) Po czym oczywiście zostały odnalezione przez odpowiednie osoby. Dla mnie moment wręczania jest wspaniały i przynosi zdecydowanie więcej radości niż branie. Później pojechaliśmy do cioci na kolację wigilijną. Zaczęliśmy wigilię, trochę porozmawialiśmy i znowu Mikołaj wdarł się pod choinkę więc była chwila skupienia na kolejnych prezentach. Pojedli, pogadali i wrócili do domu... gdzie również pojedli. Na 24 rodzice z bratem poszli na pasterkę a ja zostałem w domu i poszedłem spać. Następnego dnia ciocia z babcią miały przyjechać do nas na śniadanie ale w związku z niejeżdżącą windą oraz 10 piętrami na które babcia nie wejdzie, zostały w domu. Więc poświętowaliśmy w swoim gronie. Właściwie nic wielkiego się tego dnia nie działo ale nadal było miło. Wieczorem wyskoczyłem ze znajomymi "pod namiot". Upiłem się za dwóch, przy okazji lekko narozrabiałem o czym dowiedziałem się 2 dni później ale zawsze to na przyszłość będzie się z czego pośmiać. Trzeciego dnia świąt pojechałem do rodziny do Łap, będąc zamulonym jeszcze po wczorajszym wieczorze. A gdy ta rodzina się spotka to nie ma zmiłuj - musi być wesoło. To po rodzinie ze strony ojca odziedziczyłem moje poczucie humoru :-D Żarty sypały się na lewo i prawo a przy samogonie na 56% rośnie liczba żartów i śmiechu o 56% :-D Do tego zawsze znajdzie się ktoś kto pośpiewa kolędy i czuć tą świąteczną atmosferę :-) Nawet do domu wróciliśmy później niż to było planowane.
Podsumowując święta uważam za udane (na 4-). Dobrze że mnie humor nie opuszczał czego sobie i wszystkim innym życzę na kolejne święta. Można było pojeść dania o których się tylko marzy, gdy człowiek mieszka sam. Wypiłem, pobawiłem się i teraz czekam na Sylwestra, który znowu będzie do dupy. Do wszystkiego jedak da się przywyknąć. Pozdro :-)
skomentuj (2)