Ciężką noc miałem 14 września. Spałem tylko 2 godziny. Tym razem jednak nie zaspałem, a ucząc się na błędach z poprzedniego wyjazdu, miałem już wszystko spakowane na wyjazd do Łodzi :-) Zajechałem na dworzec, kupiłem bilety (w te i wewte ;-) ) i wsiadłem do pociągu. Trochę mnie muliło ale wytrzymałem te 2h40 minut, bo tyle trwała podróż do Warszawy zachodniej. Tam poczekałem godzinę na kolejny pociąg zostawiając przy okazji Żubrowo-Jagowe ślady (Piter wiesz OCB) i spożywając drugie śniadanie. Wsiadłem do pociągu, kierunek Łódź Kaliska. Połowę drogi spędziłem na korytarzu, później miejscówka się zwolniła więc skorzystałem z okazji. Wyścigu o miejsce nie było :-P Dojechałem !! Wyszedłem z dworca, przeszedłem przez przejście i... już byłem pod halą :-D No może nie do końca bo jeszcze musiałem minąć stadion ŁKSu :-) Ale całą imprezę było już słychać z daleka. Udałem się więc w kireunku hali po drodze mijając stragany z pamiątkami narodowymi i innymi gadżetami potrzebnymi każdemu kibicowi :-) Przy okazji spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, dziewczyny rozdawały coś co jest wręcz niezbędne komuś kto przyjeżdża pierwszy raz do Łodzi, mianowicie kieszonkowy informator turystyczny z mapą Łodzi i... coś jeszcze ale nie zaglądałem co to :-P Tuż za bramą, na terenie hali, nie mogło zabraknąć namiotów z "atrakcjami". W większości z nich siedzieli Litwini i spożywali nektar chmielowy marki Okocim. Obok można było coś opindolić na ciepło. Kiełbasa ze jedyne 15 zł, szaszłyk 25 zł, na pozostałe ceny wolałem nie patrzeć :-) Ci co nie dostali się na halę, mogli obejrzeć mecz na telebimie. Moją uwagę zwrócił pan ochraniacz, który w swoim bujanym stylu podszedł do dziewczyny malującej barwy narodowe na ciałach ochotników (na oko 10 lat młodszej) i próbował jej czymś zaimponować. Tacy ludzie wzbudzają we mnie tylko śmiech :-) Spotkałem też kilku chłopaków, którzy chcieli zarobić na biletach ale chyba słabo im to wychodziło. Pod halą obejrzałem już wszystko co chciałem, więc udałem się zwiedzić sam budynek :-) Hala z zewnątrz nie wygląda może najlepiej ale przecież nie je się skórki pomarańczy tylko środek ;-) Na bramce panowie sprawdzili czy nie wnoszę w plecaku materiałów wybuchowych lub innych niebezpiecznych narzędzi jakimi są napoje :-) I te właśnie musiałem zostawić w pojemniku znanym bardziej jako kosz na śmieci. Poszedłem dalej, zeskanowali mi bilet i już byłem w "miąższu" ;-) Odnalazłem swój sektor po przeciwnej stronie hali, wszedłem i szczęka mi opadła. "Jakie to wielkie !!". Hala nowoczesna i piękna, nie podobała mi się tylko odległość parkietu od trybun - zbyt daleko. Nacieszyłem oczy i zrobiłem trochę zdjęć. Mimo że siedziałem w pierwszym rzędzie, to spodziewałem się że będę bliżej parkietu. Przede mną był jeszcze sektor VIP-ów, na którym swoje miejsce miała około 25-osobowa grupa prowadząca doping. Zaskoczyła mnie ilość kibiców Lietuvy. Był ich naprawdę ogrom, przywieźli ze sobą bębny i olbrzymią sektorówkę. Na parkiet wybiegli wkońcu Litwini i Hiszpanie. Miło było znowu zobczyć P.Gasola w akcji. Tym razem spisał się znacznie lepiej niż tydzień wcześniej w Warszawie. Po pierwszej kwarcie Litwa prowadziła 24:15 i myślałem że znów Hiszpanie nie pokażą swojej koszykówki i przegają. Jednak to co pokazali w drugiej i trzeciej kwarcie było niesamowite. Od początku drugiej części gry zrobili run 23:0 !! grając przy tym świetną koszykówkę. Blokowali, zbierali, trafiali za 3, mieli kilka ładnych wsadów. Szczególnie wyróżniał się największy gwiazdor Hiszpanii - Pau Gasol. Właśnie takiego chciałem go zobaczyć, z meczu na mecz się rozkręcał, a niektóre rzuty trafiał z niesamowitych pozycji. Po trzech kwartach Espana prowadziła różnicą 21 punktów i wiadomo było ze nic nie jest w stanie odwrócić losów spotkania. W czwartej kwarcie zawodnicy trochę odpuścili i gra już nie była tak piękna. Ale warto było przyjechać żeby zobaczyć to co działo się w II i III kwarcie tego meczu, oraz w spotkaniu na które czekali wszyscy Polacy. W przerwie między meczami poszedłem zwiedzić toalety i stoiska ;-) Zatrzymałem się przy tym które promowało mistrzostwa świata w Turcji w przyszłym roku. Tam jakiś gościu zapytał po angielsku czy brałem już ulotki. Zaświeciłem angielszczyzną odpowiadając "no" ;-D Wręczył mi więc ze 4 ulotki i coś zafoliowanego. Powiedział ze to gra. Odziwo zrozumiałem wszystko co mówił i grzecznie powiedziałem "thank you" :-D Zdecydowanie muszę zapisać się na angielski, mam do niego talent ;-) Poszedłem pod drugie stoisko co by pragnienie zaspokoić. Nie spodziewałem się cen z Auchan ale 6 zł za małą Nestea ?? Złodziejstwo !!! Takie same ceny były coca-coli a mała woda kosztowała 5 zł :-] Wróciłem na swoje świetne miejsce, zrobiłem kolejną serię zdjęć, opindoliłem kanapkę :-) A propo zdjęć, udało mi się zrobić kilka ładnych gdy np. Gasol blokował rzut lub pakował piłkę do kosza. A wszystko to za sprawą dobrego aparatu. Aparatem od Piotrka zrobiłem kilka filmów. Nadszedł wreszcie długo wyczekiwany moment. Wybiegli "nasi". Ogromny aplauz publiczności, który podgrzewał dodatkowo spiker. Do tego utwory rodem z NBA. Kilkakrotnie przeszły mnie ciarki po plecach :-) Było świetnie. Spiker dalej rozgrzewał kibiców. Pierwszy raz widziałem na żywo reprezentację Polski. Później wyszła reprezentacjia Słowenii. Mecz zaczeliśmy dosyć dobrze jeśli chodzi o wynik. Prowadziliśmy 17:10. Później jednak Słowenia zaczęła trafiać do kosza, my z kolei stanęliśmy. Pierwszą połowę przegraliśmy 29:31. Przegywalśmy tylko dzięki naszej nieskuteczności. Gortat nie trafiał dobitek spod samej obręczy. Pomyślałem sobie że po przerwie zagramy lepiej, że tak prostych rzutów nie można pudłować przez cały mecz. W drugiej połowie nasi koszykarze pokazali jednak, że można. Polacy wybiegli na rozgrzewkę, a Gortat wypatrzył flagę z npisem "Gortat na prezydenta - Łomża". Śmiał się z tego i bił chłopakom brawo :-) Po poprzednim meczu w wypowiedzi dla wp.pl mówił żartobliwie że zabrakło mu tego transparentu na hali. Wracając do meczu - chłopaki pudłowali wszystko co się dało, a Słoweńcy grali swoje. Zadawałem sobie pytanie "co się dzieje że kolejny mecz gramy tak słabo a inne zespoły potrafią się podnieść po upadku?". Chaos zaczął panować nie tylko na parkiecie ale także przed naszym sektorem. Bębniarze grali jedno, a grupa 4-5 "prowadzących doping" osób biegała przed nosem, darła się i śpiewała co innego. W końcu nie wiadomo było co robić. A nasi dalej grali tragicznie. Mecz przegrali 16-oma punktami. Dobrze że chociaż my kibice pokazaliśmy się z dobrej strony :-) Po meczu zmieniłem sektor żeby zrobić kilka zdjęć z bliska i zdobyć autograf. Czekałem parę minut aż wyjdzie Marcin i się doczekałem... ale niestety zatrymał się przy dziennikarzach i udzielał wywiadów przez jakieś 40 minut. Do kibiców tym razem nie podszedł. Byłem zawiedziony. Kilka autografów rozdali za to Szymon Szewczyk i Krzysiek Szubarga. Podjąłem decyzję żeby opuścić halę bo może uda mi się wrócić wcześniej do domu. Niestety okazałem za mało zdecydowania. Zostało mi jakieś 12 minut do pociągu ale musiałbym jechać taksówką na drugi dworzec. Wątpiłem że ten "myk cyk pyk" się uda i poszedłem na dworzec przy hali. Tam w okienku sympatyczna pani poinformowała mnie z uśmiechem na twarzy że już dzisiaj żaden pociąg do Warszawy Centralnej nie odjeżdża. Została opcja czekać na dworcu, wrócić pod halę lub jechać na dworzec Łódź Fabryczna. Wybrałem tą pierwszą. A że do najblizszego pociągu miałem 7 godzin więc wykonałem telefony do dwóch osób, rozmawiałem w sumie 70 minut :-P Później przeglądałem zdjęcia w aparacie, gdy podeszła do mnie piękna miejscowa dziewoja i poprosiła żebym dał jej skorzystać z telefonu bo nie miała $$ na swojej komórce a pilnie potrzebowała zadzwonić. Zrobiłem więc dobry uczynek i dałem jej tą moją rozwaloną NOKIE 3310 :-D Skończyła rozmawiać, podziękowała, porozmawialiśmy chwilę i "uciekła" z dworca ;-)... Nie, nie zakochałem się. Zostało mi niecałe 6 godzin więc zająłem się dalszym oglądaniem zdjęć i przeglądaniem ulotek. Poszedłem też sprawdzić czy rowery stoją i na krótki spacer po dworcu :-) Gdybym sprawdzał te rowery jakieś 10 sekund później to obawiam się że drogo by mnie to wyniosło, bo strażnicy wiejscy się pojawili na horyzoncie. Właściwie to nie wiem jak to się stało że tyle godzin minęło mi tak szybko. Przed 4 pomyślałem sobie że pora zmienić dworzec na Łódź Fabryczna, z którego odjeżdżał mój pociąg. Wsiadłem więc w taksówkę, rozmowa z kierowcą kleiła się jak nigdy. Jednak za tą przyjemność zapłaciłem 27 zł, chociaż jazda trwała jakieś 10 minut. Przy okazji dowiedziałem się że obok dworca PKP jest PKS z którego po godzinie 3 miałem autobus... dobrze wiedzieć na przyszłość :-) A po dotarciu do Łodzi Fabrycznej okazało się że dworzec jest zamknięty w godzinach 0-4 więc byłem wniebowzięty że nie pojechałem tam od razu po meczu.Natomiast współczułem kibicowi który czekał tam przez całą noc. Dworzec otworzyli, kilkuosobowy tłum wbił się, ja zostawiłem "pamiątki" i wsiadłem w pociąg. W przedziale też zostawiłem "pamiątki" ;-) 4:51 pociąg ruszył i zaczęła się moja podróż powrotna do domu. W Skierniewicach wsiadło do mnie 5 osób. Miałem wrażenie jakby w innych przedziałach nie było miejsca, tylko w moim. Coś jak we "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Dobrze że chociaż dziamgolenia nie było ;-) Wszyscy się pospali tylko ja byłem "trzeźwy" chociaż druga noc z rzędu nieprzespana. Dojechałem do Warszawy wschodzniej i poszedłem sprawdzić o której mam pociąg. Miał być za 45 minut ale nie byłaby to Warszawa wschodnia żeby się pociąg nie spóźnił !! O 8 wsiadłem do pociągu (planowo 7:34). Podróż była zamulona, trochę przysypiałem ale za chwilę się budziłem. Nagle obudził mnie trzask otwieranych drzwi. Moim oczom ukazał się facet który się do mnie dosiadał. Wkurzonym głosem zapytał "czemu ten pociąg się tyle spóźnił?" Ja patrzę przez okno a to dworzec w Białymstoku :-) Mało brakowało a pojechałbym do Suwałk. Wysiadłem więc i takim oto sposobem byłem o 11 w Białymstoku (godzinę później niż powinienem !!). Ale cała podróż i czekanie na dworcu w Łodzi nie było złe. Po tym co przeżyłem w wojsku to pikuś :-) Po dojechaniu do domu nie było innej opcji, tylko spanie. Spałem we wtorek, spałem we środę. Ale to co przeżyłem w Łodzi zostanie mi w pamięci na zawsze :-) Polecam każdemu takie wyjazdy, sam chętnie wybiorę się jeszcze kiedyś do Łodzi. Ale narazie przede mną Katowice.
Dziękuję wszystkim za wytrwałość w czytaniu tej notki :-)
skomentuj (1)