Witojcie po przerwie ! ;-P Niektórzy dopytują czy będę dalej prowadził bloga ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak trudne pytanie ;-) Po prostu mi się nie chce... Czasami zdarzy się że mnie najdzie wena twórcza, tak jak dzisiaj, to wtedy piszę. Jednak jak widać, wena nie łapie mnie często. No ale miałem pisać o ostatnim wyjeździe do Danio więc piszę...
Wyjazd planowaliśmy od kilku miesięcy. Pomysłodawcami byliśmy jak zwykle ja z Karolem. Jak zwykle był też problem z ludźmi... Chętnych znowu stu pięćdziesięciu, z czego pojechało dziesięciu ;-) - taki rymowany żarcik. 1 lipca zapakowaliśmy się w samochód
w składzie: Marcin, Paula, Karol i ja. Tego samego dnia dojechali Kondziu z Emilką. W niedzielę nastąpiła wymiana - przyjechała Iga, a pojechały Wasilki ;-) Ale wracając do dnia wyjazdu... Wyjeżdżaliśmy w piękną deszczową pogodę. Samochód zapakowaliśmy
(z roku na rok przybywa rzeczy ;-) ) pod sam sufit. Jechaliśmy, jechaliśmy... aż w końcu dojechaliśmy ;-) Minimum ósmy rok w to samo miejsce. Tak przynajmniej mówi mój podpis na stole w barze z datą roku 2003. Być może jeździłem tam wcześniej ale moja
pamięć tego nie wie ;-) Ja wziąłem ze sobą 10 piw i 2 "połówki", co wedle wcześniejszych założeń, miało mi wystarczyć na cały wyjazd. No cóż, wielkim pijakiem nie jestem, więc spodziewałem się że może jeszcze coś zostanie z wyjazdu. Jak się później okazało, alkohol wchodził mi jak woda i szybko trzeba było uzupełniać braki. Pierwszego dnia nie bardzo pamiętam co robiliśmy ;-) Wiem tylko że byliśmy w barze, być może trochę popływaliśmy, a wieczorem spożywaliśmy trunki "delektując" się przy tym Karola bąkami. Do tego oczywiście paliliśmy grilla, a chętni sprawdzali działanie beer-bonga. Karolowi się nawet ulało :-P (a bo to pierwszy raz ? ;-) )
Drugi dzień spędziliśmy podobnie, no może poza wyjazdem do Suwałk do galerii. Było "zajebiście" ;] O niczym bardziej nie marzyłem niż spędzić dzień w galerii na wakacjach. Ja cykałem fotki, a reszta grała w kręgle i qlki. "Atrakcją" była też sytuacja jak mały chłopiec biegł i napotkał na niewidzialną kłodę pod nogami. Efektem był upadek na twarz, krew, przerażenie matki, moje dreszcze na plecach i być może utrata ząbków. Ale nawet mnie to bolało, jak na to patrzyłem... Na szczęście jakoś wytrzymałem w tej galerii i wróciliśmy do Danio. Wieczorem piwko i te sprawy. Później nastał dzień trzeci - niedziela. Dzień jak zwykle najwcześniej zaczęli Karol z Marcinem (tym Marcinem co pisze tego bloga). Pojedli, popili i pojechali do Augustowa w składzie Kondzio, Emila i dwóch Marcinów. Karol z Paulinem pojechali po Igę. Połaziliśmy trochę po chińskim sklepie i innych takich ;-) Potem poszliśmy na liody. Po lodach dojechała Iga i poszliśmy popykać w gry pod namiot. Nie mogłem sobie odmówić rzucania do kosza ale w tym roku byłem bez formy ;-) Potem poszliśmy nad Necko, po drodze zahaczając o wesołe mistaeczko. Na jeziorze odbywały się zawody "dziwnych motorówek" ;-P Chwilę pooglądaliśmy i poszliśmy na kartingi. Ceny były trochę przesadzone, więc zrezygnowaliśmy. Byliśmy już głodni i wracając do Danio, zajechaliśmy od razu do baru na obiad. Emilka znowu czekała ponad pół godziny na swoje danie, doszliśmy do wniosku że podpadła kucharkom ;-) Pojedli, popili i wrócili do stodoły. Później Wasilki się spakowały i pojechały. Zostało nas pięcioro. I to był dopiero początek... Wieczorem standardowo grill i picie. Piliśmy browarki. Chłopaki nastrugali kijków z jabłonki, a dziewczyny zrobiły szaszłyIGI. Ja wpadłem na pomysł co by zrobić jakiś dzołk. Wziąłem Karola i wynieśliśmy łóżko Marcina na korytarz. Wróciliśmy dalej spożywać ale nie wytrzymaliśmy śmiechu. Dziewczyny się zorientowały że coś nie gra i poszły sprawdzić. Wróciły uhahane :-P Jakiś czas później impreza przeniosła się na owe łóżko. Marcin dalej nie widział że to jego spanie zostało wyproszone z pokoju ;-) Byliśmy już dosyć pijani ale śmiechu była kupa. Rozsypałem orzeszki, to je potem zamiataliśmy. Zebrane orzeszki poleciały przez okno, a za nimi szufelka ;-) Zgwałciliśmy Igę przez kołdrę, ta rozlała piwo, ja spadłem z łóżka, wysłaliśmy Sylwię z Paulą na dziwki ;-) Jakimś cudem wnieśliśmy Marcinowi łóżko do pokoju i poszliśmy spać. Tak przynajmniej pamiętam ten dzień ;-) Rano Karol obudził przed 10. Wstałem, trochę się ogarnąłem, zerknąłem w aparat. Okazało się że powstały poprzedniej nocy 3 filmiki z wyżej wymienionych wydarzeń, a operatorem kamery byłem ja :-P I dobrze się stało że jest taka pamiątka, bo dzięki niej wiem co się działo w nocy :-P Ale w szoku byłem jak zobaczyłem że są te filmiki. Potem baliśmy się je oglądać, bo na początku nie wiedzieliśmy co na nich jest. Na szczęście nie było tak źle...
Poniedziałek jakoś mijał. Nie działo się nic nadzwyczajnego. Czyli był grill, bar, woda itd. Wieczorem ponownie picie. Tym razem zasmakowaliśmy wódeczki. Najpierw poszła Soplica. Rozpiliśmy ją na 4. Później przyszedł absolwent. Zastanawiam się, kto to gówno kupuje ?? Żeby nie było, ja go miałem z wesela, dlatego postawiłem na stół. Bo tego badziewia pić się nie da :-P Tą flaszeczkę zaryzykowaliśmy z Marcinem na dwóch. Przeżyliśmy. Karol z Pauliną poszli spać koło 24. Piliśmy więc we trójkę - ja, Marcin, Iga. Jak się wódka skończyła to przeszliśmy na piwo. Trochę mnie zmuliło koło 1, więc rzuciłem hasło "idę lać" :-P I tak se "lałem" ponoć ponad godzinę. A poszedłem w tym czasie na mały spacer, a później na pomost. Na pomoście tak mi się przyjemnie siedziało -
cisza, spokój - że sobie przysnąłem :-P Ale nie byłem mocno pijany, po prostu ja lubię posiedzieć w nocy na pomoście ;-) No i tak mnie nie było ponad godzinę chyba, aż mnie Marcin z Igą obudzili. Odprowadzili mnie do naszej "stodoły" ale uparłem się że zostanę i tak też zrobiłem. Oni poszli spać koło 2 a ja poszedłem na pomost. Po 4 jak już słońce wstawało, doszedłem do wniosku że pora się trochę wyspać ;-) Tym razem spałem już w pokoju. Pobudka znowu była przed 10. Okazało się, że jakieś chochliki w nocy pozmywały i posprzątały ;-)
We wtorek przyjechała Ula z Dawidem. Wieczorkiem znowu piliśmy. Było palenie bąków, ping-pong i jak zwykle śmiechowo. Tej nocy nasza trójka wytrwała do godziny 4 ;-) Dobrze się piło, świetnie rozmawiało ale to była ostatnia "noc do późna" ;-) We środę nastały silne deszcze. Sporo posiedzieliśmy w pokoju, nagraliśmy kilka filmików, a przed 17 pojechaliśmy z Karolem i Ulą odwieźć Igiciuchy na PKS w Augustowie. Cały czas lało ale w Augustowie przestało i była całkiem ładna pogoda :-) Pożegnaliśmy Igę, opindoliliśmy lody, zrobiliśmy zakupy i wracaliśmy na wesoło. Były śpiewy i tańce a to wszystko w samochodzie ;-) Ja w dodatku mało mandatu nie zapłaciłem za brak zapiętych pasów, które w dodatku się zacięły :-P Jeśli mnie pamięć nie myli, to tego wieczoru poszliśmy do Ewki na grilla i wódkę... tylko musieliśmy wziąć swoje żarcie i wódkę ;-D Znowu był śmiech, opowiadaliśmy sobie dowcipy, oglądaliśmy zdjęcia na Ewki aparacie :-P a w szczególności jej synową która "skacze sobie po ogrodzie". Tylko ja się pytam, dlaczego bez majtek ? :-D I to tyle na temat środy...
We czwartek nareszcie była pogoda !! Pierwszy raz na tym wyjeździe. Pół dnia spędziliśmy w wodzie i w sumie to wystarczyło żeby się zjarać. Budowaliśmy zamek z piasku, zasypaliśmy Marcina w piachu. Później byliśmy w barze i na "plaży miejskiej". Już dało się odczuć atmosferę piątkowego powrotu do domu. W dzień wyjazdu korzystaliśmy z dobrej pogody, później zrobiliśmy ostatniego grilla, dopięliśmy wszystko na ostatni guzik i wróciliśmy do domu. Po drodze jeszcze graliśmy w "państwa miasta" "w pamięci" i nie na punkty ;-) I tak właśnie wyglądał ten wyjazd.
Wracałem do domu niechętnie. Byłem niewyspany i zmęczony tym wyjazdem ale było fajnie. Nie był to najlepszy wyjazd ale dałbym mu 8,5/10 pkt ;-) Kilka lat temu oceniłem jeden wyjazd maksymalnie ale ten najlepszy ciągle przede mną :-)
Hasła tego wyjazdu:
"przejaśnia się... od trzech dni"
"bahnhoff !!"
"karny jeżyk" - w sumie się nie przyjęło ;-)
"Igiciuchy"
"rowery jadą !!"
"Iglaki"