Danio wyjazd 4 - prawie jak american pie

2009-07-16 23:46:12

Dla silnie oczekujących na notkę o wyjeździe nr 3 - notki nie będzie :-P

Wyjazd był trochę zamulony co nie zmienia faktu że działo się też sporo ostro zakręconych rzeczy. Pić się nie chciało bo... nie było z kim ? nie było chęci ? żołądek bolał ? Pewnie gdyby było z kim to znalazły by się chęci, a o żołądku bym zapomniał ;-) Pojechaliśmy w 5 osób (2m+3k). Jak zwykle śmiechowo było już w drodze. Pół trasy gniliśmy z hasła "złoooo" :-P które kilka lat temu powtarzał pan Marek i zapamiętaliśmy go głównie za to :-P

Pogoda ogólnie była świetna ale ekipa mało zgrana. Już pierwszego wieczora wkurzyłem się na Foszkę (tak, znowu na ciebie !!) i spędziłem go sam wypatrując gwiazdy i pisząc smsy. Na koniec jeszcze z Sylwią & Gosią pogadaliśmy chwilę. Następny dzień wyglądał już nieco lepiej, popływaliśmy, byliśmy w barze, zrobiliśmy grilla. We środę wybraliśmy się na rower wodny. Jak zwykle było git ale nie wszystkim podobało się że stoimy w miejscu na środku jeziora zamiast pedałować. Z kolei wcześniej nie podobało się to że siedzieliśmy na polu i nic nie robiliśmy. I tak źle i tak niedobrze. Poza tym rower dziwnie zaczął się przechylać w jedną stronę i musieliśmy ratować titanica przed zatonięciem :-) Z początku myślałem że to ja przeważam wagą nad 4 osobami ale okazało się że nabieramy wody w lewą płozę ;-) Wieczorem mieliśmy robić ognisko ze znajomymi z Katowic. Niestety długo nie wytrzymali bo komary były wyjątkowo złośliwe. Zostaliśmy sami. Zmuła była jak cholera ! Mi się pić nie chciało bo po 1 z kim ? Po 2 żołądek bolał. Dziewoje (Sylwia & Foszka) się napiły i było dosyć śmiesznie momentami. Miały słabe głowy więc wieczór skończylismy znowu dosyć wcześnie. Gdzie sie podziały czasy że chodziło się spać o 3-4 nad ranem jak już słońce wstawało ?? No gdzie pytam ja sie ?? A to były najlepsze czasy. Szkoda że dziewczyny z Katowic nie przyjechały :-( bo z pewnoscią wieczory byłyby dłuższe i ciekawsze. We czwartek jeszcze zrobiliśmy grilla na szybko i popływaliśmy. Robiliśmy z Karolem peryskopy i wieloryby :-D O jak się wyluzowali ;-P A Paulina tylko zerkała co to za okazy pływają ;-P Wcześniej dowiedzieliśmy się też że Sylwi mama zdecydowała za nas o której mamy być w domu. Oczywiście nikomu się to nie spodobało a i tak zrobiliśmy po swojemu i byliśmy dopiero wieczorem :-P W drodze powrotnej zajechaliśmy do Augustowa na lody i nad jez. Necko z pięknym molem i widokami, których niektórzy nie doceniaja. Sylwia tak się spieszyła do domu że mówiła "chodźcie wracamy bo ja się spieszę do domu" a po chwili "może na gokarty pójdziemy ?" :]]]] Wyjazd oceniam na średni ale to i tak lepiej niż siedzieć w chacie i nicnierobić :-) Haha już nie mogę się doczekać następnego wyjazdu :-P

skomentuj (2)


Strona główna