8 czerwca wyjechaliśmy na wcześniej ustalony "urlopik" do Danowskich w składzie Ja, Agata, Tomek i Karol. Miejsce znane nam od wielu lat. Zdarzało się że w ciągu jednych wakacji wyjeżdzaliśmy tam 3 razy. Do tego dnia nie zdarzyło się jeszcze żebyśmy tam pojechali po pierwsze na początku czerwca, po drugie - na pokoje. Zawsze pod namiotem (niektórzy w przyczepie campingowej), gdzie o godzinie 6 rano budziłem się zlany potem w upalne dni, lub kilkakrotnie w nocy z powodu zimna :-) Tym razem nie trzeba było zabierać namiotów, materacy i innych zawalających miejsce rzeczy. Nasz pierwszy przystanek mieliśmy na osiedlowej "bliskiej" gdzie zaopatrzyliśmy się w piwo oraz paliwo :-) W drodze wypiliśmy po małym, oczywiście kierowca nie pił :-) Zajechaliśmy na miejsce. Od zeszłego roku niewiele się zmieniło. Został powiększony pomost a właścicielka wkrótce powiekszy rodzinę :-) Zrobiliśmy mały spacer i poszliśmy się rozpakować. Na obiad pojechaliśmy do Augustowa, zjedliśmy pizzę w park pubie. Mogliby zainwestować w światła bo ciemno tam jak w d... u Murzyna. Pograliśmy w piłkarzyki - jak zwykle było głośno :-) Potem poszliśmy na lody a na koniec mieliśmy trafić na quady. Niestety nikt konkretnie nie wskazał nam drogi na nie i ostatecznie skończyliśmy na torze kartingowym. Zabawa była przednia. Pierwszy mój bolid miał przyspieszenie i prędkość, ładnie driftem wchodziłem nim w zakręt i mimo mojej masy zdołałem wyprzedzić innych uczestników ruchu ;-) Raz się zatrzymałem na oponach i miałem kłopot z wycofaniem, niestety te maszyny nie mają wstecznego :-P Drugim bolidem już nie było tak różowo, wyprzedzali mnie jak chcieli i już nie miałem takiej frajdy. Wieczorkiem poszliśmy do starego baru "trzy jeziora" ale był zamknięty, więc skazani byliśmy na nowy bar, gdzie podają paskudne jadło i równie dobre piwo. Poza tym ceny w tym barze odstraszają. Wróciliśmy na pokoje, mieliśmy zrobić grilla ale byliśmy zmęczeni i śpiący więc darowaliśmy sobie. Następny dzień wyglądał podobnie. Śniadanie zjedliśmy na podwórku, obiad znowu w Augustowie. Pół dnia smażyliśmy się na słońcu, pozostała trójka nawet popływała. W tym składzie humor nam się wkręca niesamowity. Nasza wyobraźnia i pomysły nie znają granic :-) Układaliśmy piosenki które zakończenie miały takie same, np. "plażą szły zakonnice... i poznałem co to sex" :-) Wracając do dnia spędzonego w Augustowie... obiad tym razem zjedliśmy w restauracji. "Kochanie, dobre robisz te de volaie" :-D Jak zwykle pożartowaliśmy sobie :-D Po obiedzie znowu lody, tym razem z innej budki, a po lodach quady... wróć, formuła 1. Poprosiłem o dobry bolid i dostałem, najszybszy i najlepszy # 7. Wystartowałem ostatni ale byłem pierwszy :-) Przyspieszenie, predkość i piękne wchodzenie w zakręt - to to co sprawiło że byłem # 1. Potem ten bolid oddałem Tomkowi. Dostałem drugi który był wolniejszy, trzeba było się namęczyć żeby osiągnąć satysfakcjonującą prędkość. Ze skręcaniem miało to niewiele wspólnego. Połowa ostrych zakrętów mogła się skończyć na oponach gdybym nie spuszczał nogi z gazu. Nie byłem zadowolony jazdy tym gokartem ale ogólnie było super. Potem poszliśmy na molo, gdzie zrobiliśmy dzisiątki zdjęć i zobaczyliśmy zachód słońca. Wieczorem odpaliliśmy grilla i zjedliśmy karkówkę. No i spanie. Rano pojechaliśmy do Tobołowa po świeże jagodzianki prosto z pieca i kiełbasę wiejską, jeszcze ciepłą. W tym miejscu muszę dodać "Jadźka !!! Jagodzianki wyszły z piecaaa !!! ??" Omal nie parsknęliśmy śmiechem na tą rozmowę telefoniczną :-D Niestety trzeba było wracać do domu. Pod Białymstokiem korki z powodu budowy dróg i z powodu naczepy tira która wjechała w przystanek. W Białym również korki. Trochę zmęczeni dojechaliśmy do domu. Wyjazd był super, szkoda tylko że krótki. Ale wakacje jeszcze się nie zaczęły :-)
skomentuj (1)